Książka papierowa — lista zapisów

Papierowy nakład jest w przygotowaniu. Przyjmujemy zapisy — bez zobowiązania do zapłaty z góry.

Zapisz się na papier →

Sklep

Wybierz wydanie

Ebook i audiobook dostępne od razu po opłaceniu. Po zakupie pozycja trafia do Twojej biblioteki.

Człowiek, który dostał drugie życie

Pakiet

Człowiek, który dostał drugie życie

Ebook i audiobook razem. Oszczędzasz 19 zł.

  • Ebook (PDF + czytnik online)
  • Audiobook (MP3 + odtwarzacz online)
  • Dostęp na zawsze w Twojej bibliotece
59 zł
Wybierz
Człowiek, który dostał drugie życie

Audiobook

Człowiek, który dostał drugie życie

Pełne odsłuchanie powieści. Po zakupie odtwarzanie w bibliotece.

39 zł
Wybierz
Człowiek, który dostał drugie życie

Ebook

Człowiek, który dostał drugie życie

Pełny tekst powieści. Po zakupie plik trafia do Twojej biblioteki na tej stronie.

39 zł

Fragment do czytania

Przeczytaj za darmo

Zanim kupisz, zerknij do środka. Dwa pierwsze fragmenty książki.

Dedykacja

Tę książkę dedykuję. Tym, którzy czekali na Karmę Clutch. W Polsce temat był głośny. Niektórzy mówili: najlepszy startup Doliny Krzemowej, tylko że z naszej strony oceanu. Długo nad tym siedziałem. Potem padło. Zostało pytanie, jak było naprawdę. Ta książka jest odpowiedzią. Karma Clutch nie skończyła się z tą książką. Na końcu jest adres. Tym, którzy interesowali się Uboat Line. Ta nazwa była prawdziwa. Pewnie i tak wiedzieli: ryzyko wielkie, ale i stopa zwrotu wielka, i szybka. Niestety Uboat wypłynął na powierzchnię. Wszystkie brudy wychodziły na jaw jak szczury z rozbitego statku. Moje błędy były ubezpieczone. Mam nadzieję, że de facto nikt na tym nie stracił. Tu jest, jak było — nie jak pisały fora. Dzieciom. Żeby wiedziały, jak było z browarem — i żeby poznały historię tatusia, którego nie ma w domu, ale jeszcze żyje. Nie z gazety. Nie z zdań, które ktoś im wkładał do głowy, aż stały się prawdą. Z tej strony stołu. Jeśli kiedyś pomyślicie, że zniknąłem — nie zniknąłem. Jeździłem. Źle. Za daleko. Ta książka jest dłuższym telefonem, na który wcześniej nie umiałem czekać. Nie proszę o przebaczenie z kartki. Zostawiam wam, jak było. Reszta — jak zawsze — należy do was. Rodzicom. Bez nich nie byłoby motorynki ani tej kartki. Matkom moich dzieci. I w ogóle wszystkim matkom. One zostają, kiedy silnik wyjeżdża. Ta książka o tym wie, nawet kiedy ja nie umiałem zostać. I tym, których interesuje coś więcej niż tylko praca. Jest jeszcze bogactwo wewnętrzne. Da się je rozwijać. Tego nikt nie zabierze. I tylko to można zabrać ze sobą, kiedy silnik stanie. I sobie. Na pięćdziesiąte urodziny. Dziękuję sobie, że idę przez życie z uśmiechem. Nie do końca na poważnie. I że nie dałem się zwariować. Prezent, którego nie wziąłem na raty i nie musiałem nikomu udowadniać. Reszta tej książki jedzie do was. Ta strona — do mnie. Żebym pamiętał, że dojechałem.

Milion na minusie

Kraków wciągnął nas jak dobry gaz. Najpierw była mała firma. Potem coraz większa. Klientami były huty szkła, potem ktoś od stali, potem ktoś, kto znał kogoś. Ciężarówki. Ładunki. Powroty. Telefony o trzeciej w nocy, bo naczepa stoi w Czechach i kierowca nie mówi po czesku, tylko po ludzkemu, czyli zdenerwowany. Z Tomkiem dzieliliśmy wszystko oprócz snu. On spał. Ja odbierałem. Pierwsze biuro było w moim mieszkaniu na Emaus. Nie było sekretariatu. Nie było marmurów. Były dwa komputery, popielniczka, która nie nadążała, i mapa Europy z dziurkami po pinezkach. Potem pojawiło się prawdziwe biuro. Pracownicy. Księgowość. Kobieta w recepcji, która mówiła „dzień dobry” tak, jakbyśmy już byli kimś. Nowi wspólnicy. Nowe koszty. Nowe uśmiechy na spotkaniach, po których nic nie było wiadomo, tylko że trzeba kupić więcej. Firma, rosnąc, zaczyna wyglądać na sukces od zewnątrz. Od środka zaczyna być organizmem, który je pieniądze i czas. Klienci przestawali płacić w tej kolejności, w jakiej wcześniej obiecywali, że są rodziną. Zamówienia wysychały jak rzeka w sierpniu. Koszty nie. Pewnego dnia księgowa stanęła w drzwiach z teczką, której nie musiała otwierać. — Mamy pierwszy milion — powiedziała. Zrobiłem minę, którą miałem przygotowaną od lat. Tę od motorynki, od malucha, od dwóch Kamazów. Po chwili dodała: — Tylko na minusie. W pokoju zrobiło się cicho tak, jak po imprezie w Chełmcu, tylko bez muzyki, która mogłaby wrócić. Tomek zdjął okulary i przetarł je. To był jego sposób na myślenie. Mój polegał na tym, żeby już być w samochodzie. — Da się wyciągnąć — powiedziałem. — Da się — odparła księgowa. — Pytanie, ile razy człowiek chce wyciągać to samo ciało z tej samej rzeki. Nie zapamiętałem tego zdania od razu. Zapamiętałem je później, kiedy rzeka wracała pod innymi nazwami. Z zewnątrz nadal byliśmy firmą, która jedzie. Samochody pod biurem. Ktoś czekał na korytarzu. Ktoś chciał worka, tylko że ten worek nazywał się już „linia kredytowa”. To była lekcja, którą miałem powtarzać jeszcze wiele razy: że wygląd sukcesu i sukces to dwa różne ładunki. I że ten pierwszy jedzie taniej, bo nie płaci za wagę. W nocy, zamiast spać, układałem w głowie następny pomysł. Bo pomysł leczy minus lepiej niż sen. Przynajmniej przez te kilka godzin, zanim księgowa znowu otworzy drzwi.

Fragment audio

Posłuchaj za darmo

Wybierz rozdział i odsłuchaj fragment audiobooka.

Bezpłatny fragment

Dedykacja

0:00
2:03

Bezpłatny fragment

Nota. To jest powieść

0:00
0:41

Bezpłatny fragment

Milion na minusie

0:00
2:31